Największy wyjazd windsurfingowy ever

Jak do tego doszło? Nie wiem!”-słowa polskiego wieszcza Zenona Martyniuka dźwięczały mi w uszach gdy patrzyłem na potężną, 100-osobową grupę Wavecampowiczów podczas ostatniej, pożegnalnej kolacji w bazie windsurfingowej Harry Nass w egipskim Dahab.

Przypomniałem sobie początki i pierwszy wyjazd spod znaku Wavecamp w 2010 roku.
Majówka na Rodos i…2 ambitnych kursantów.
Jeszcze w latach 2015-2016 przez cały sezon latało z Wavecamp mniej osób niż było teraz na jednym tygodniowym, jesiennym wyjeździe.

Cieszę się, że mimo upływu lat, poziom wyjazdów i szkoleń stale rośnie. Obserwując pracę 10-osobowego teamu instruktorskiego zarówno na wodzie, jak i na lądzie (teoria i analizy video), po raz kolejny przyświecała mi myśl, że ta ekipa mnie już dawno przerosła.
Po prostu szkolą lepiej ode mnie.
Dumny jestem z tego, że bloki zajęć (aż 2 sesje po 2,5 godziny dziennie plus analizy video!) są niezmienne od 15 lat.
Tak intensywne szkolenia pozwalają nie tylko na uzyskanie niezwykłych efektów niezależnie od poziomu zaawansowania ale też na korzystanie z całego wachlarza warunków, jakie panują na spocie.
W Dahab jest to szczególnie widoczne. Zdarza się, że poranna sesja jest ślizgowa a już popołudniowa nie. Wtedy ćwiczymy manewry słabowiatrowe, które przydarzą się nam kolejnego dnia rano.

Bywa również tak, że wieje przez cały dzień od rana do nocy. Tak było ostatniego dnia Wavecampu w Dahab co pozwoliło na 5 godzin zajęć ślizgowych i wystrzał endorfin, które zostaną niektórym do kolejnego wyjazdu.

Jak już o kolejnym wyjeździe mowa: na Sylwestra wracamy do magicznego Dahab.
Mamy ostatnie miejsca z Warszawy i Katowic.
Zapisz się teraz i powitaj Nowy Rok w klapkach i z najlepszą ekipą.
Jeżeli masz jeszcze wątpliwości czy zapisywać się na wyjazd to przejrzyj poniższe zdjęcia prosto z Dahab.

Największy wyjazd windsurfingowy ever